Przejdź do treści głównej

BSSURF - Szkoła Surfingu Gdańsk. Obozy surfingowe w Portugalii i​ Maroko Bądź na bieżąco - zapisz się na newsletter

Pierwszy polski Surf Camp w Brazylii: relacja, surfing i nasze nastoletnie marzenia

W lutym 2026 zorganizowałyśmy pierwszy polski Surf Camp w Brazylii— w Ubatubie, nad ciepłym oceanem, między ponad setką plaż a lasem deszczowym Mata Atlântica. Ten wpis jest trochę osobistą historią o tym, skąd wzięła się moja fascynacja Brazylią, a trochę relacją z naszego pierwszego campu: o surfingu, domu, ludziach, tropikalnej naturze, bezpieczeństwie i wszystkim tym, co sprawiło, że chcemy tam wracać.

Będą też zdjęcia z wyjazdu, bo są miejsca, których nie da się opowiedzieć samymi słowami. Ubatuba jest jednym z nich.

W skrócie:

  • Surfujemy w Ubatubie, w stanie São Paulo — jednym z najciekawszych surfingowo regionów Brazylii.
  • To świetny kierunek dla osób na poziomie beginner i improver, czyli zarówno dla tych, którzy zaczynają, jak i dla tych, którzy chcą zrobić realny progres.
  • Ciepła woda, tropikalna zieleń, różnorodne spoty i praca z lokalnym instruktorem w kameralnym modelu — często 2 na 1 lub 1 na 1.
  • Mieszkamy w wygodnej willi na strzeżonym osiedlu, blisko plaży, z widokiem na ocean i basenem.
  • Dużo osób leci solo — integracja dzieje się naturalnie, ale jest też przestrzeń na czas dla siebie.
  • Brazylia wymaga rozsądku, ale przy dobrej organizacji, lokalnym wsparciu i jasnych zasadach jest kierunkiem, który naprawdę warto przeżyć.
  • Terminy i szczegóły kolejnego campu: Zobacz ofertę obozu surfingowego w Brazylii.

Marzenie z 1999 roku: jak nastoletni zachwyt Rio de Janeiro zmienił się w Surf Camp

Pierwszy raz pojechałam do Brazylii prywatnie, bez planu organizowania tam obozu. A właściwie — z planem spełnienia marzenia, które siedziało we mnie od 1999 roku, kiedy jako piętnastolatka zobaczyłam w telewizji Rio de Janeiro. Nie pamiętam już dokładnie, czy był to reportaż z karnawału, film czy program podróżniczy. Pamiętam za to absolutny zachwyt: kolory, muzykę, energię ludzi i poczucie, że patrzę na miejsce z zupełnie innego świata.

Dorastałam w Polsce, w której dalekie podróże były wtedy czymś naprawdę rzadkim. W moim najbliższym otoczeniu właściwie nikt nie latał na inne kontynenty. Takie miejsca oglądało się głównie w telewizji albo znało z opowieści marynarzy i ludzi, którzy podróżowali zawodowo. U nas w domu też się nie podróżowało, głównie z powodów finansowych. Do tamtej pory największą podróżą mojego życia był parafialny wyjazd autokarem do Niemiec. Kolonia i Lipsk były wtedy moim maksimum egzotyki.

Przez lata to marzenie przycichło, ale wróciło podczas campów w Portugalii, gdzie zaczęłam poznawać Brazylijczyków pracujących sezonowo w Europie. Opowiadali o kraju, który w Polsce często kojarzy się głównie z niebezpieczeństwem, zupełnie inaczej: przez naturę, muzykę, plaże, kolory i radość życia.

Aż w końcu poznałam Tamaris z Ubatuby, która prowadziła tam szkołę surfingową. To był pierwszy realny punkt zaczepienia — ktoś na miejscu, z kim złapałam świetny kontakt i kto zaprosił mnie do siebie. Opowiedziała mi o swoim mieście otoczonym lasem deszczowym, z ponad setką plaż, ciepłym oceanem i lokalną społecznością surferów. Powiedziała też, kiedy najlepiej przyjechać, żeby trafić na dobre warunki do surfingu. Wtedy Brazylia przestała być abstrakcyjnym marzeniem i stała się czymś, co naprawdę mogłam zrobić.

Kilka miesięcy później wylądowałam w Rio de Janeiro, a potem pojechałam dalej, w stronę Ubatuby. I właśnie tam, podczas sesji surfingu o wschodzie słońca, kiedy siedziałam w wodzie i czekałam na fale, zobaczyłam widok, który do dziś trudno mi opisać bez gęsiej skórki: ocean rozświetlony na różowo i jasnoniebiesko, dżunglę budzącą się od strony lądu i zielone zbocza wyglądające tak nierealnie, jak kadr z filmu.

Pamiętam, że siedziałam na desce i myślałam: to naprawdę się dzieje.

I zaraz potem przyszła druga myśl: muszę tu kogoś zabrać.

Tak zaczęła się historia naszego brazylijskiego campu.

Surf Camp brazylia

Gdzie na surfing w Brazylii? Dlaczego wybraliśmy Ubatubę, a nie Rio de Janeiro?

Dlaczego Ubatuba, a nie Rio, Florianópolis albo inny bardziej znany kierunek w Brazylii?

Bo Ubatuba daje coś, czego szukałam od początku: świetne warunki do nauki surfingu, ogromny wybór plaż i lokalny klimat bez poczucia wielkiej turystycznej maszyny.

Kiedy zaczęłam rozmawiać z Tamaris i innymi dziewczynami, które surfują po całej Brazylii, szybko usłyszałam, że Ubatuba jest jednym z najlepszych miejsc na Surf Camp. Plaże w okolicach Rio, choć logistycznie wydają się łatwiejsze, są dużo bardziej wymagające. W Ubatubie wszystko gra na naszą korzyść: ukształtowanie wybrzeża, liczba spotów i możliwość dopasowania plaży do poziomu grupy.

W samej Ubatubie i okolicy znajduje się ponad 100 plaż. Jedne są szerokie i łatwo dostępne, inne ukryte między wzgórzami. Dla nas oznacza to ogromną wartość: nie jesteśmy skazani na jeden spot. Codziennie możemy sprawdzać prognozę, kierunek wiatru, swell i wybierać miejsce, które danego dnia najlepiej zadziała dla początkujących albo średniozaawansowanych surferów.

Ale Ubatuba to nie tylko surfing. Miasto leży na styku oceanu i Mata Atlântica — jednego z najstarszych i najbardziej różnorodnych lasów deszczowych na świecie, dziś niestety mocno zagrożonego. Zieleń dosłownie schodzi tu do oceanu. Między drzewami latają kolibry, przy odrobinie szczęścia nad rzeką można spotkać kapibary, a plaże wyglądają momentami tak, jakby ktoś wymyślił je na potrzeby filmu.

Do tego dochodzi bardzo lokalny vibe. Ubatuba nie jest miejscem zadeptanym przez Europejczyków ani kurortem ustawionym wyłącznie pod zagranicznych turystów. Wręcz przeciwnie — Brazylijczycy naprawdę tu żyją, surfują, jedzą razem, spotykają się na plaży i spędzają czas nad oceanem. Kiedy byłam tam pierwszy raz, miałam momentami wrażenie, że jestem jedyną osobą z Europy w okolicy. Dzięki temu ten wyjazd daje bardziej lokalne i autentyczne doświadczenie Brazylii niż pobyt w miejscu stworzonym przez Europejczyków dla Europejczyków.

Sezon surfingowy w Brazylii: kiedy jechać i dlaczego wybieramy luty?

W Ubatubie można surfować właściwie przez cały rok, ale wybór terminu zależy od Twoich umiejętności i tego, czego oczekujesz od wyjazdu.

Brazylijskie lato, czyli mniej więcej od grudnia do marca, to najcieplejszy okres w roku. Woda jest wtedy bardzo przyjemna, surfujemy bez pianek, a fale są zazwyczaj łagodniejsze i bardziej przyjazne dla osób początkujących oraz średniozaawansowanych. To też najlepszy moment, jeśli chcesz połączyć surfing z podróżą po Brazylii i doświadczeniem jej letniego, tropikalnego klimatu.

W miesiącach przejściowych — mniej więcej w kwietniu, maju oraz od września do listopada — warunki bywają zmienne. Można trafić świetne fale, ale pogoda i temperatura są mniej przewidywalne. Z kolei brazylijska zima, czyli mniej więcej od czerwca do sierpnia, częściej przynosi większe, mocniejsze fale, chłodniejsze wieczory i surfing w piance.

Dlatego nasze campy organizujemy w lutym. To środek brazylijskiego lata, jeden z najcieplejszych miesięcy w roku, z ciepłą wodą, łagodniejszymi falami i warunkami, które dobrze sprawdzają się na Surf Campie dla osób początkujących i średniozaawansowanych.

Luty przypada też na bardziej deszczową część roku, co w tropikach jest naturalnym elementem doświadczenia. Może pojawić się intensywny, ciepły deszcz albo burza, ale to właśnie dzięki tej wilgoci wszystko jest tak żywe: zieleń, kwiaty, dżungla i cały tropikalny krajobraz.

Jak wygląda nauka surfingu w Brazylii z BSSURF?

Na surf camp do Brazylii jedzie się przede wszystkim po fale. Ubatuba ma pod tym kątem ogromny plus: oficjalnie ma ponad 100 plaż, a ponad połowa z nich nadaje się do surfingu. To robi wielką różnicę, bo w zależności od kierunku swellu, wiatru, wielkości fal i poziomu grupy możemy wybierać spośród kilku różnych plaż.

I to jest luksus. Taki surfingowy, praktyczny luksus.

Bo jeśli jeździcie do bardzo znanych kierunków surfingowych — Portugalii, Maroka, Bali — coraz częściej pojawia się temat crowd factor, czyli tłumu w wodzie. Dla osób początkujących i progresujących to potrafi być większy problem, niż sama fala. Zamiast skupić się na nauce, człowiek myśli: czy komuś przeszkadzam, czy ktoś mnie zaraz najedzie, czy zdążę uciec.

W Ubatubie ten stres jest praktycznie minimalny. Jest więcej miejsca, więcej plaż do wyboru i więcej spokoju w wodzie. I to od razu widać po ludziach — szybciej się rozluźniają, więcej próbują, mniej się spinają.

Druga rzecz: fale. W Brazylii nie potrzeba wielkiego swellu, żeby surfing był dobry. Wiele spotów daje peeling waves, czyli fale, które załamują się stopniowo, dość równo i przewidywalnie, a jednocześnie mają wystarczająco energii, żeby naprawdę na nich popłynąć. Dla osoby uczącej się surfingu to jest złoto. Mniej walki o życie, więcej świadomego surfowania: ustawienia się, złapania fali i zrobienia pierwszych manewrów.

Do tego dochodzi organizacja zajęć. Nie wrzucamy całej grupy naraz do wody. Przy większej ekipie dzielimy uczestników na dwie części: jedna grupa surfuje, druga ma czas na plaży, potem robimy zmianę. Dzięki temu nie robimy w wodzie „zupy surferów”, której sama coraz częściej nie mogę znieść w popularnych spotach.

Lekcje prowadzimy w bardzo kameralnym modelu — najczęściej jeden instruktor pracuje z jedną albo dwiema osobami, w zależności od warunków i poziomu. To daje zupełnie inną jakość niż sytuacja, w której jeden instruktor próbuje ogarnąć pół plaży. Instruktor widzi, co robisz, może zareagować, poprawić ustawienie, podpowiedzieć w odpowiednim momencie i realnie pomóc Ci zrobić progres.

Dużym plusem jest też sprzęt. W Brazylii softboardy oczywiście są, ale częściej korzysta się z desek typu hardboard — lokalnie produkowanych, w ciekawych rozmiarach i kształtach. Te deski bywają krótsze, ale nadal są wyporne i stabilne, więc bardzo dobrze sprawdzają się u osób początkujących i progresujących. Dają więcej czucia fali, ale nie wrzucają od razu na zbyt trudny sprzęt.

I to było widać na naszym campie bardzo mocno. Z 16 uczestników aż 15 przesiadło się na deski typu hardboard. Dla mnie to jest najlepszy dowód na to, że Brazylia naprawdę daje warunki do progresu.

W Ubatubie bardzo fajny jest też sam surfingowy vibe. Lokalna społeczność jest przyjazna, ludzie naprawdę cieszą się surfingiem i nie czuć tej napinki, którą coraz częściej widać w najbardziej obleganych spotach. Do tego dochodzi ciepła woda, tropikalna zieleń i plaże otoczone wzgórzami. To nie jest najważniejszy czynnik progresu, ale umówmy się — zachwyt krajobrazem podczas czekania na fale to bardzo przyjemny bonus.

Nasza baza w Ubatubie: strzeżona willa premium z basenem infinity pool i prywatną szefową kuchni

Przy organizacji campu w Brazylii od początku wiedziałam, że dom będzie miał ogromne znaczenie. Ubatuba nie jest miejscem ustawionym pod europejskiego turystę i właśnie za to ją lubię, ale znalezienie willi o odpowiednim standardzie, dobrej lokalizacji i wysokim poziomie bezpieczeństwa nie było oczywiste.

Finalnie trafiłyśmy na miejsce, które naprawdę zrobiło robotę: nowoczesną willę na strzeżonym osiedlu, w jednej z najlepszych dzielnic Ubatuby, z panoramicznym widokiem na ocean i basenem typu infinity pool. Blisko były plaże, sklepy, miejsca na kokosa z widokiem na wodę i trasy spacerowe — od centrum Ubatuby po krótkie trekkingi przez las na bardziej ukryte plaże, takie jak Praia do Cedro.

Dom miał prawie 300 metrów kwadratowych, dużą część wspólną, taras ze strefą do grillowania, pokoje dwu- i wieloosobowe oraz master room z widokiem na dwie plaże i prywatnym jacuzzi. Było wygodnie, przestronnie i dokładnie tak, jak chciałyśmy: blisko oceanu i z nutką luksusu.

Drugim bardzo ważnym elementem campu była prywatna szefowa kuchni — Rebecca Biondo, którą poznałam wcześniej w Portugalii, a która pochodzi z São Paulo. Zatrudniłyśmy ją po to, żeby uczestnicy mogli skupić się na surfingu, odpoczynku i chłonięciu Brazylii, zamiast tracić czas na gotowanie, zakupy i codzienną logistykę jedzenia.

Rebecca przygotowywała śniadania, lunche i kolacje — czasem jedliśmy w domu, czasem zabieraliśmy jedzenie na plażę, a wieczorne kolacje były jednym z najfajniejszych momentów dnia. Pojawiały się tradycyjne brazylijskie dania, takie jak feijoada, moqueca czy churrasco, ale też kolacje inspirowane kuchnią arabską i włoską, burger night i posiłki dopasowane do diet oraz alergii uczestników.

To nie było zwykłe „wyżywienie w cenie”. To była jedna z tych rzeczy, które realnie podniosły komfort całego campu i sprawiły, że można było naprawdę poczuć się zaopiekowanym.

Atrakcje poza surfingiem: kolonialne Paraty i rajskie plaże

Brazylia jest ogromnym krajem — ponad 27 razy większym od Polski — dlatego planując taki wyjazd, trzeba od razu odpuścić myślenie w stylu: „to może przy okazji wyskoczymy jeszcze tu i tam”. Odległości są duże, przejazdy zajmują czas, a przy 11-dniowym campie nie ma sensu zamieniać wyjazdu surfingowego w objazdówkę.

Dlatego skupiłyśmy się na tym, co było najbliżej i co naprawdę miało sens: Ubatubie, okolicznych plażach, lokalnym życiu i kilku dobrze wybranych punktach poza surfingiem.

Jednym z takich punktów była wycieczka do Paraty — kolonialnego miasteczka wpisanego na listę UNESCO i jednej z najważniejszych turystycznych miejscówek w tej części Brazylii. To historyczne miasteczko z brukowanymi uliczkami, kolonialną zabudową, restauracjami, sklepikami i bardzo przyjemnym klimatem na popołudnie i wieczór.

Jednego dnia wybraliśmy się też na surfing na bardziej odległą plażę, do której dopływaliśmy łódką. To było zupełnie inne doświadczenie niż klasyczny wyjazd autem na spot — deski, łódka, zielone wybrzeże i plaża, do której nie podjeżdża się po prostu z parkingu.

Poza tym eksplorowaliśmy okolice Ubatuby, w tym Praia do Cedro — jedną z tych plaż, które wyglądają dokładnie tak, jak człowiek wyobraża sobie rajską Brazylię. Były też spotkania z kapibarami i kolibrami.

Oczywiście nie obyło się bez zakupów. W Brazylii Havaianasy kosztują zupełnie inne pieniądze niż w Europie, więc część dziewczyn wpadła w lekki szał zakupowy. Do tego ubrania lokalnych marek i ciekawe gadżety, które ciężko znaleźć w Europie.

Podczas pierwszej edycji dla chętnych była też możliwość przedłużenia wyjazdu o kilka dni w Rio de Janeiro w formie dodatkowej wycieczki zorganizowanej przez nasze zaprzyjaźnione biuro podróży. O tym, jak podejdziemy do tematu przedłużenia podróży w kolejnej edycji, piszę niżej.

Czy Brazylia jest bezpieczna?

Na pytanie, czy Brazylia jest bezpieczna, nie da się odpowiedzieć jednym „tak” albo „nie”. To ogromny kraj, bardzo zróżnicowany ekonomicznie i społecznie. Są regiony bardziej bezpieczne i są takie, w których trzeba zachować dużo większą ostrożność.

Duże miasta, takie jak 20-milionowe São Paulo, z racji swojej skali i charakteru megapolis naturalnie wiąże się z większym ryzykiem i wymaga dużej uważności. Rio de Janeiro również jest dużym miastem, ale z naszego doświadczenia, jeśli trzymamy się stref turystycznych — takich jak okolice Copacabany, Pão de Açúcar czy pomnik Chrystusa Odkupiciela — są to normalne, bezpieczne miejsca turystyczne.

Najważniejsze jest to, żeby trzymać się podstawowych zasad zdrowego rozsądku: nie chodzić nocą po przypadkowych, ciemnych miejscach, nie zapuszczać się w rejony, do których nie ma sensu zaglądać, trzymać się stref turystycznych i słuchać lokalnych wskazówek. Jak zawsze mówię: jeśli ktoś chce znaleźć kłopoty, to znajdzie je nawet w Watykanie.

Ubatuba to normalne, nadmorskie miasteczko, oddalone od realiów São Paulo czy Rio de Janeiro. Oczywiście nie oznacza to, że można całkowicie wyłączyć rozsądek, ale można przyjechać tam z założeniem, że przy zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa będzie to spokojny i bezpieczny wyjazd.

Co zmieniamy w kolejnej edycji ?

Podczas pierwszej edycji osoby chętne mogły przedłużyć wyjazd o kilka dni w Rio de Janeiro w formie dodatkowej wycieczki zorganizowanej przez nasze zaprzyjaźnione biuro podróży.

W kolejnej edycji chcemy dać Wam w tym temacie więcej elastyczności. Zamiast jednej gotowej opcji przygotujemy dwa rekomendowane pomysły na przedłużenie podróży: Rio de Janeiro albo wodospady Iguaçu.

wodospady Iguazu
Wodospady Iguacu, luty 2026.

Dzięki temu każdy będzie mógł zdecydować, czy woli zobaczyć najbardziej ikoniczną, miejską twarz Brazylii — plaże, wzgórza, muzykę i miejsca takie jak Pão de Açúcar czy pomnik Chrystusa Odkupiciela — czy pójść bardziej w naturę i pojechać na spektakularne wodospady Iguaçu.

To nie będzie zorganizowana wycieczka jako część programu campu, tylko nasze rekomendacje dla osób, które chcą zostać w Brazylii dłużej i zobaczyć coś więcej. Same odwiedziłyśmy zarówno Rio de Janeiro, jak i wodospady Iguaçu, mamy swoje podróżnicze doświadczenia, konkretne wskazówki i sprawdzone opcje zakwaterowania, którymi chętnie się podzielimy.

Rio de Janeiro, Copacabana. Kwiecień 2025.

 Czy warto jechać na Surf Camp do Brazylii – podsumowanie

Dla mnie odpowiedź jest prosta: tak. I chyba najlepszym dowodem jest to, że po pierwszej edycji od razu wiedziałyśmy, że chcemy tam wrócić.

Brazylia nie jest kierunkiem oczywistym. Nie wybiera się jej tak lekko jak Portugalii, Hiszpanii czy Maroka. Jest dalej, brzmi bardziej egzotycznie, budzi więcej pytań — o bezpieczeństwo, logistykę, loty, odległości, pogodę. Ale właśnie dlatego dobrze zorganizowany obóz surfingowy w Brazylii ma tak duży sens.

Bo zamiast samodzielnie rozgryzać wszystko od zera, możesz wejść w Brazylię przez surfing, lokalnych ludzi, sprawdzone miejsca i nasze doświadczenie. Dzięki temu nie tylko odhaczasz kolejny kraj z listy, ale naprawdę masz szansę go poczuć.

Ubatuba dała nam dokładnie to, czego szukałyśmy: ciepły ocean, dobre fale dla osób początkujących i progresujących, tropikalną zieleń, lokalny klimat, przestrzeń w wodzie i poczucie, że jesteśmy w miejscu, które jeszcze nie zostało przerobione na produkt pod europejskiego turystę.

Dla mnie osobiście ten camp był też domknięciem pewnej historii — od nastoletniego marzenia o Rio de Janeiro, przez pierwszą prywatną podróż do Brazylii, aż po moment, w którym mogłam zabrać tam grupę BSSURF.

Jeśli po przeczytaniu tego tekstu czujesz, że Brazylia zaczyna chodzić Ci po głowie, zajrzyj do pełnego opisu wyjazdu. Tam znajdziesz wszystkie konkrety: terminy, program, zakwaterowanie, poziom surfingu, cenę i informacje organizacyjne.

Zobacz ofertę obozu surfingowego w Brazylii.

FAQ — obóz surfingowy w Brazylii

Czy trzeba umieć surfować, żeby jechać na Surf Camp do Brazylii?

Nie. Nasz Surf Camp w Brazylii jest dobry zarówno dla osób początkujących, jak i dla osób na poziomie improver, które mają już za sobą pierwsze lekcje i chcą zrobić progres. Dzięki różnorodnym plażom w Ubatubie możemy dopasowywać spoty do poziomu grupy i warunków danego dnia.

Czy w Brazylii surfuje się w piance?

W lutym, kiedy organizujemy camp, surfujemy bez pianek. To środek brazylijskiego lata, woda jest ciepła, a sam komfort surfowania bez neoprenu jest jednym z dużych plusów tego kierunku.

Kiedy najlepiej jechać na surfing do Ubatuby?

My wybieramy luty, czyli środek brazylijskiego lata. To czas ciepłej wody, tropikalnej pogody i fal, które dobrze sprawdzają się dla osób początkujących oraz średniozaawansowanych.

Czy Brazylia jest bezpieczna?

Brazylia jest ogromna i bardzo zróżnicowana, więc nie da się odpowiedzieć jednym zdaniem. Są miejsca, które wymagają większej ostrożności, szczególnie w dużych miastach, ale Ubatuba to spokojniejsze, nadmorskie miasteczko. Przy zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa można jechać tam z założeniem, że będzie to spokojny i bezpieczny wyjazd.

Czy można jechać solo na obóz surfingowy do Brazylii?

Tak. Bardzo dużo osób na naszych wyjazdach zapisuje się solo. Na campie szybko tworzy się grupa, ale jednocześnie jest przestrzeń na czas dla siebie. Nie musisz mieć z kim jechać — możesz po prostu dołączyć.

Czy warto przedłużyć wyjazd o Rio de Janeiro albo wodospady Iguaçu?

Jeśli masz więcej czasu i budżetu — zdecydowanie warto. Rio de Janeiro to najbardziej ikoniczna, miejska twarz Brazylii, a wodospady Iguaçu to jedno z najbardziej spektakularnych miejsc przyrodniczych w Ameryce Południowej. W kolejnej edycji przygotujemy dla chętnych rekomendowane plany przedłużenia podróży.

Czym Surf Camp w Brazylii różni się od Sri Lanki albo Bali?

Przede wszystkim tym, że Brazylia jest mniej oczywistym i mniej „przemielonym” kierunkiem surfingowym dla Europejczyków. W Ubatubie nie ma takiego tłumu zagranicznych surferów jak na Bali czy Sri Lance, łatwiej poczuć lokalny klimat. Natura jest piękniejsza i mniej zniszczona, woda w oceanie i powietrze są znacznie czystsze.

Czy potrzebuję szczepień?
Zazwyczaj nie ma obowiązkowych, ale najczęściej polecane do rozważenia: tężec (dawka przypominająca)

Co muszę zabrać do Brazylii (na obóz surfingowy)?
Bardzo mocny SPF, coś na komary, strój kąpielowy, boardshorty, lekkie ubrania na upał, dobre okulary przeciwsłoneczne, czapka z daszkiem, klapki.

Dodaj komentarz


Przeczytaj również
W lutym 2026 zorganizowałyśmy pierwszy polski Surf Camp w Brazylii— w Ubatubie, nad ciepłym oceanem, między ponad setką plaż a lasem deszczowym Mata Atlântica. Ten wpis jest trochę osobist…
Planujesz wyjazd surfingowy na Sri Lankę i chcesz wiedzieć, jak wygląda obóz „od środka”? W tym wpisie pokażę Ci nasz camp krok po kroku: kiedy jechać, dlaczego to świetne miejsce na naukę…
Portugalia to dziś jeden z najpopularniejszych kierunków surfingowych na świecie. Piękne plaże, doskonałe fale i łagodny klimat przyciągają surferów ze wszystkich stron. Jednak jeszcze kil…